Patriotycznej - Szkoła Językowa im. F. Konarskiego Des Plaines

Idź do spisu treści

Menu główne:

Kącik poezji
 
 

Polskie serce

Znajdziesz je w każdym zakątku,
Jest wśród najdalszych ugorów,
Bo od samego początku,
Stoi na straży honoru!
Stokroć gorętsze od słońca,
Wzór bezprzykładnej miłości,
Zdecydowane do końca,
Walczyć w obronie wolności!
Polskie serce w angielskim mundurze
To najprostsze, najszczersze, bez wad,
Drga najsilniej i wierzy najdłużej,
Promieniując przykładem na świat!
Umie znieść nawałnice i burze,
Jego przykład miliony jest wart.
Polskie serce w angielskim mundurze,
To odwaga, to męstwo, to hart!
Ludzie kochani, czy wiecie,
Jacy jesteśmy bogaci,
Że mamy pierwsi na świecie
Serce, co wiary nie traci.
Skończy się burza dziejowa,
Krwawe zagoją się blizny.
Serce zrzuciwszy okowy,
Wróci do swojej ojczyzny!
Polskie serce i w polskim mundurze,
To najprostsze, najszczersze, bez wad,
Co czekało na wolność najdłużej,
Promieniując przykładem na świat.
Zniosło wszystkie niedole i burze
I skrwawiło się w bitwach nie raz!
Polskie serce i w polskim mundurze,
Pozostanie i z nami i w was!

Szli...

Z twarzami szarymi
jak popiół...
Z oczyma zapatrzonymi w przyszłość...
Każdy z nich bólem się opił...
Każdy cierpieniem nakarmił

Szli do Armii...
W zawszonych łachmanach...
Z nogami owiniętymi w szmaty...
Pod niejednym ugięły się kolana...
Niejednemu zdrętwiały gnaty...
I zęby szczękały z mrozu...

Szli...
Z odległych kołchozów...
I zatłoczonych ponurych miast...
Nie widząc słońca ani gwiazd...
Nie słysząc wichru złośliwego wycia,
Zmęczeni, głodni, bez życia,
Ale uparci - ale wierzący.
W prawość tej,

Której na imię POLSKA- szli do wojska.

Nieznany żołnierz

W Warszawie na placu Marszałka
Stał Grób Nieznanego Żołnierza
I Żołnierz Nieznany w tym grobie
Przez z górą 20 lat leżał...
A jego kolega - na warcie-
Z poważnym, skupionym obliczem
Pilnował - by sen miał spokojny,
Dokoła paliły się znicze
I wieńce z róż biało- czerwonych
Z wstęgami leżały na grobie...
Na jednym był napis:
" Śpij bracie
I Polska niech przyśni się Tobie!"...

I zjeżdżały z krańców świata
Różnych gości tłumy całe
By na grobie " Nieznanego"
Składać wieńce przewspaniałe...
Korowody dyplomatów,
Milion dziwnych delegacji:
Komuniści i naziści
I wyznawcy demokracji...
Rozmaici wielcy ludzie
Zgodnej pani Europy:
Chamberlainy i Dollfusy,
Von Papeny, Ribbentropy.
Raz widziano nawet ponoć,
Jak zajechał limuzyną
I na grobie z wielką pompą
Złożył wieńce sam Litwinow....

Z czasem więdły piękne kwiaty,
Schły na płycie marmurowej,
A na starych i zeschniętych
Rosły świeże, rosły nowe.
Coraz więcej, coraz więcej,
Az zakryły grób Żołnierza,
Który z górą lat 20
W samym sercu Polski leżał...

Aż pewnej pogodnej jesieni
Do grobu doleciał płacz ludzi....
Huk armat sen przerwał spokojny,
świst bomb Nieznanego obudził....
On zrazu pomyślał, ze słyszy
odgłosy piorunów i gromów...
A ziemia się trzęsła tymczasem
Pod zwałem walących się domów....
A potem - tuz obok- znienacka
Padł pocisk..... i nie był zbłąkany-
I płytę z marmuru roztrzaskał,
pod która był Żołnierz Nieznany...
"Znów wojna więc mogę się przydać"
Pomyślał i wyszedł spod płyty,
Spod kwiatów zeschniętych i zwiędłych,
I spojrzał- i stanął jak wryty!
Bo nagle nie poznał Warszawy!
Gdzie w ciszy przez tyle lat leżał...
I łza- ciężka łza popłynęła
Po twarzy młodego Żołnierza.... (...)

Spoglądał na butnie idących
Przez miasto niemieckich żołdaków.
Jednego z nich poznał niechcący
I nagle przypomniał go sobie,
Rok temu wraz z Ribbentropem
Z róż wieniec na jego kładł grobie....! (...)

Chodzi Żołnierz Nieznany i do walki zachęca,
Chodzi Żołnierz Nieznany- nawołuje do boju!
Usłyszała Warszawa!...
Znów chce walczyć- znów wierzy!
Rośnie, rośnie z dna na dzień huf podziemnych rycerzy!
(...)

Ancona 1944


KATYŃ

Tej nocy zgładzono wolność
W katyńskim lesie...
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień...

Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata,
Nie
mogły się wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.
Zakneblowano usta!
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogły wołać o litość
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.
By zmar
twychwstać nie mogła,
Ni znaku dać o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił.
Tej samotnej mogiły
Tych prochów i tych kości,
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

Tej nocy zgładzono prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie...
Bo tylko księżyc-niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą,
Jak to naprawdę było...

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni,
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni...
Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
wyszumieć tę tajemnicę.

Bo tylko ta ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby, gdyby umiała...
Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie...
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień?

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.
Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami...
Jak inni - z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa - czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?
Czemu - jeżeli istnieje,
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi, nie karze kata?

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną...
Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby
pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jak gdyby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.
Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek.

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.
I tylko pamięć została
Po tej katyńskiej nocy...
Pamięć nie dała się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy.
I woła o sprawiedliwość,
I prawdę po świecie niesie...
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.


Trzy ziemie

Od lat jakże długich i trudnych
Wciąż ta sama na sercu troska:
Że tam gdzieś- zostały trzy ziemie:
Wileńska, Wołyńska i Lwowska
Jak w nowych księgach Pielgrzymstwa,
Genezie naszego tułactwa:
Trzy ziemie. Trzy ofiary
Największego na świecie łajdactwa.
Wymazali, skreślili z mapy,
Oddzielili drutow zasiekiem.
Nie mieli kruszyny litości
Nad ziemią i nad człowiekiem.
Człowieka wygnali z ziemi -
Ziemię człowiekowi wydarli.
Zostali w ziemi ci tylko,
Którzy kiedyś wolnymi umarli.
Kara ludzka ich nie dosięgła,
Nie zlękli się przeto i boskiej
I plądrują i chodzą po ziemi
Wileńskiej, Wołyńskiej i Lwowskiej.
Wykarczować by chcieli korzenie,
Przeorali by ziemię do spodu,
Żeby nic tu nie mogło przypomnieć,
Jej przeszłości i tego Narodu,
Który w ziemię tę wrósł od prawieków.
Który żył od dziadów pradziadów….
Żeby nikt nie odnalazł tu więcej
Raz na zawsze zatartych śladów!
Przesiedlili, przegnali, wywieźli,
Oddzielili duszę od ciała.
Zapomnieli tylko o jednym….
Przeoczyli, że ziemia została.
Ziemia, której ni wygnać, ni wywieźć.
Z której nadal z nadejściem wiosny
Zielonoscią w niebo tryskają
Buki, klony, topole i sosny!
I już gaj się rozszumiał, rozgadał
Po dawnemu wileńską brzozą….
Łatwo było wywieźć człowieka-
Ale brzóz wszystkich brzóz nie wywiozą!
A tu las się po lwowsku rozśpiewał
Po człowieku została scheda….
Łatwo było wysiedlić człowieka-
Ale lasu wysiedlić się nie da!
A tu chabry wśród zbóż modrookie
Ubarwiły tę ziemię żałosną
Łatwo było wyplenić człowieka,
Ale chabry na nowo wyrosną!
Ani słońca nikt przegnać nie zdoła,
Ani wiatru nikt nie wyrzuci-
Bo i słońce na nowo zaświeci,
Bo i wiatr na nowo powróci!
Miasto da się przemienić przestawić
Można z każdą rozprawić się wioską,
Ale ziemia wciąż ziemią zostanie
Tą Wileńską, Wołyńską i Lwowską!
I zostaną w tej ziemi mogiły,
I te prochy zostaną i kości -
Jako symbol dawnego dziedzictwa,
Jako prawo odwiecznej własności!
I gdy człowiek po latach tułaczki
Wróci tu z własnym synem lub wnukiem
I usiądzie znużony wędróką
Pod modrzewiem, topolą czy bukiem
Na tej ziemi żyjącej i żywej -
Wtedy nagle usłyszy z daleka
Jak doń las po wołyńsku zagada….
Jak po lwowsku zaszumi mu rzeka...
Jak mu wiatr po wileńsku zaśpiewa
O przeszłości tej ziemi upartej,
Która burze najgorsze przetrwała….
O tej Polsce na części rozdartej.
Z mapy świata zmazanej a przecież
Znowu całej. I wtedy zrozumie,
Że to ziemia go wita najmilsza
I usłyszy w galęzi poszumie,
Jak raduje się jego powrotem,
Czekająca na niego ojcowska
Jego ziemia, za którą tak tęsknił!
Ta
Wileńska, Wołyńska i Lwowska!

Tempo marsza

Przechodniu, spójrz na cichy cmentarz, 
Gdzie włoskie słońce płoszy sen... 
I już na zawsze zapamiętasz - 
Na całe życie obraz ten...
To oni tędy szli, 
Gdy maki kwitły na zboczach... 
To oni tedy szli 
I Polskę mieli w oczach! 
To oni tędy w bój 
Szli w noc majową, siną, 
To oni na Monte Cassino 
Zatknęli sztandar swój!
I odtąd każde polskie dziecię 
Gdziekolwiek będzie - z dala stąd - 
Niech o tym wie, że w obcym świecie 
Jest taki cichy polski kąt...
To oni...
Te lśniące w słońcu mogił rzędy 
I dzwonów gra z klasztornych wież, 
To nie jest tylko czar legendy, 
Ale wolności symbol też!
To oni...

Jagódce Kaczorowskiej - autor 
Londyn, lipiec 1969 r
 
 
 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego